Archiwum kategorii: Felieton

Ostatnie pożegnanie

W dniu 19 października 2018 roku, w wieku 99 lat odszedł na wieczną wartę żołnierz Batalionów Chłopskich z Tarnogóry, uczestnik akcji ratowania członków załogi angielskiego samolotu Halifax JP 224 w kwietniu 1944 roku,

BSowa

Bronisław Sowa.

Cześć Jego Pamięci! Msza pogrzebowa odbędzie się w poniedziałek 22 października o godzinie 13.00, w kościele w Tarnogórze.

72 rocznica akcji ratowania lotników angielskich

Jak co roku w miejscu katastrofy samolotu Halifax JP-224 odbyły się uroczystości upamiętniające akcję uratowania załogi samolotu. Wśród zaproszonych gości był poseł na Sejm RP Jerzy Paul, który był jednocześnie współgospodarzem imprezy. Dziękując wszystkim przybyłym za uświetnienie rocznicy swoją obecnością, przedstawiamy obszerne fragmenty przemówienia prezesa Stowarzyszenia Przyjaciół Tarnogóry - p. Edwarda Kaka.

tarnog

Spotykamy się na tym miejscu od 2012 roku, w mniejszym lub większym gronie aby powiedzieć, że pamiętamy o tej siódemce młodych ludzi z Halifaxa JP-224  jak i o mieszkańcach  naszej wsi, którzy 72 lata  temu nie odmówili pomocy potrzebującym!

Nie budujemy  żadnego szczególnego mitu, z którego by wynikało , że w Tarnogórze rozstrzygnęły się losy II Wojny Światowej. Chcemy tylko przypomnieć , że w Tarnogórze 72 lata temu rozpoczęła  się dla czwórki lotników z Halifaxa, szczęśliwa w sumie wojenna historia, na początku której  spotkali się z życzliwością mieszkańców naszej wsi a później byli przekazywani z rąk do rąk i aby po paru miesiącach szczęśliwie wrócić do ojczyzny.

Popioły wojny 1914-1915 cz.3

"GALICJA ZA FRANCISZKA JÓZEFA"

Franciszek Józef rozpoczął panowanie pod złymi auspicjami. Dokończył tłumienia rewolucji w 1848 r. i szybko przywrócił system absolutystyczny. W Galicji najpewniejszą podporą tronu Habsburgów byli urzędnicy i chłopi. Dla tych pierwszych najjaśniejszy pan był wzorem zawodowej pracowitości i sumienności. Podczas spisu ludności cesarz w rubryce zawód wpisał "samodzielny urzędnik". Z kolei chłopi galicyjscy widzieli w cesarzu władcę dobrotliwego i sprawiedliwego.

Dworzec kolejowy w Jarosławiu przed I wojną światową

Dworzec kolejowy w Jarosławiu przed I wojną światową

Trwałość tych uczuć w stosunku do wyidealizowanego władcy, kontrastuje w zestawieniu z dotkliwą codziennością; biedą, arogancją urzędników i niechęcią ziemiaństwa do jakichkolwiek ustępstw w stosunku do najniższej warstwy społeczeństwa. Szczególnie rok 1846 i zbrodnicza działalność Jakuba Szeli, pogłębiły wzajemne niechęci między chłopstwem a szlachtą. W 15 lat po rabacji galicyjskiej, w okolicach Tarnowa funkcjonowała jeszcze taka ludowa przyśpiewka:

Kościół farny w Leżajsku w czasach Franciszka Józefa

Kościół farny w Leżajsku w czasach Franciszka Józefa

Dana moja dana, Siekiereczką pana, Toporzyskiem panią, Wszystkie dzieci za nią.

W tej sytuacji "cysorz" urastał do rangi osoby współczującej, sprawiedliwej ale niedostępnej. Księża zarówno obrządku rzymskiego, jak i grecko-katolickiego, wychowywali chłopów w duchu lojalizmu i poszanowania wszelkiej władzy. Mit dobrego cesarza powodował, że chłopi byli przekonani, że zniesienie poddaństwa i pańszczyzny zawdzięczają wyłącznie Franciszkowi Józefowi. Jeśli, któryś z chłopów poczuł się skrzywdzony bądź to przez urzędników, bądź przez szlachcica, mówił, że "pójdzie do cesarza, to tam sprawiedliwość znajdzie".

Popioły wojny 1914-1915 cz.2

"...Cysorz to ma klawe życie..."

fj1

Franciszek Józef - cesarz Austro-Węgier

Andrzej Waligórski "Cysorz" (fragment)

-oOo-

...Cysorz to ma klawe życie Oraz wyżywienie klawe! Przede wszystkim już o świcie Dają mu do łóżka kawę, A do kawy jajecznicę, A jak już podeżre zdrowo, To przynoszą mu w lektyce Bardzo fajną cysorzową. Słychać bębny i fanfary, Prezentują broń ułani: - Posuń no się trochę, stary! Mówi Najjaśniejsza Pani...


Franciszek Józef liczył sobie 5 lat w chwili, gdy umierał jego dziadek, cesarz Franciszek I. Niemniej postać tego suchego, beznamiętnego starca musiała i bezpośrednio, i poprzez tradycję rodzinną oraz dworską podziałać na wnuka. Powtórzą się u tych dwóch ludzi niemal w identycznej postaci cechy obowiązkowości, pedanterii i biurokratycznego traktowania funkcji monarszych, przy tym obydwaj nie zawsze umieli oddzielać rzeczy drobnych od ważnych. Od dzieciństwa Franciszek Józef wychowywany był na przyszłego cesarza.

Na ten dzień czekaliśmy…

DSC_0113Na ten dzień czekaliśmy  dwa lata……. kiedy 23 kwietnia 2012 odsłonięty został w obecności 15 – 20 osób skromny obelisk  w miejscu upadku Halifaxa JP 224, wtedy wydawało się , że jest to maksimum tego co można było zrobić, aby upamiętnić tych którzy ratowali członków załogi samolotu  jak i ratowanych – ludzi którzy lecieli z transportem broni dla żołnierzy Armii  Krajowej.

Cieszę się, że się bardzo myliłem:

- 23 kwietnia 2014 roku w uroczystościach uczestniczyła: rodzina pilota Thomasa Storeya - żona, Pani Rita Storey, córki: Pani Jenifer Elkin, Pani Pat Bowskill, Pani Susan Hayhurst Storey, Attache Obrony Ambasady Brytyjskiej płk. David Houghton, Attache Obrony Ambasady Kanady płk. Daniel Geleyn, Wice-Burmistrz Gminy Nowa Sarzyna Pani Danuta Pinderska, Honorowi Obywatele Miasta i Gminy Nowa Sarzyna: Pan Henryk Atemborski, Pan Wincenty Pażyra, młodzież szkolna ze Szkoły Podstawowej w Tarnogórze z Panią dyrektor Wiolettą Fimiarz i gronem nauczycielskim, strażacy OSP Tarnogóra z pocztem sztandarowym wraz  z Prezesem  Józefem Młynarskim, Sołtys wsi Tarnogóra Jan Gałdyś, przedstawiciele Muzeum Ziemi Leżajskiej, oraz mieszkańcy Tarnogóry, Koziarni, Nowej Sarzyny –  i  to nie 15-20 osób,  lecz o wiele  więcej  … co bardzo cieszy i świadczy o tym, że te dwa lata edukacji historycznej nie poszły  na marne. Nie można zapomnieć o orkiestrze wojskowej z Rzeszowa, której udział stanowił łącznik miedzy tym co wydarzyło się 70 lat temu  a teraźniejszością.

Historia pewnego samolotu…

W dniach 21- 25 kwietnia 2013 przebywała w Tarnogórze   rodzina dowódcy załogi  Halifaxa JP 224 - Thomasa Storeya: żona - Rita Storey, oraz córki: Pat Bowskill, Jeniffer Elkin,  Susan Hayhurst Storey, wizyta ta była kontynuacją tego co się zdarzyło 69 lat temu …. a mianowicie …

Ciężki bombowiec RAF'u HP Halifax

Na lotnisku Campo Cassale samolot Halifax JP 224 startuje w swój rejs do okupowanej Polski - jest niedziela 23 kwietnia 1944 roku, godzina 19:20. Załogę czeka przynajmniej dziesięciogodzinny lot z zaopatrzeniem dla partyzantów z Okręgu Lubelskiego Armii Krajowej – zrzut ma nastąpić na placówkę „Klacz” - 7 km od  Opola Lubelskiego. Dla załogi Halifaxa  JP 224  jest to lot jak jeden z wielu, latają z zaopatrzeniem dla partyzantów z całej Europy, bez przerwy ryzykują , nie wiedzą jednak, że lot ten będzie ostatni……. Załoga samolotu była doświadczona i zgrana, wojna trwała już kilka lat, ci młodzi ludzie wiele widzieli i doświadczyli, nie wiedzieli o jednym, że za kilka godzin czekają ich przeżycia które odcisną się piętnem na całe ich późniejsze życie!

Czytaj dalej...

 

Okiem miastowego…

Witajcie. Mój ojciec urodził się w Tarnogórze. Wsi położonej pomiędzy Leżajskiem i Stalową Wolą. Wsi, która jest inna niż wszystkie pozostałe, bo pamięta czasy mojego taty, dziadka i reszty przodków, dzięki którym jestem na świecie. Jeszcze do niedawna głębokie lasy na zachodnim horyzoncie, przedzielone były pasem zbóż, wyjazdy "w pole" stanowiły stały akcent dni, a pełne gwaru Błonia, Czysta i Ług w których chętnie przeglądało się słońce, były miejscami do których zawsze wracałem rzewną myślą, i z tą jakąś dziecinną niecierpliwością odliczałem dni między "tu i teraz" a zapachem domowego masła, które babcia wyrabiała w maśniczce. Potem pamiętam szalone loty jaskółek, niepokojone przez babcię a potem Edka mojego stryja i przyjaciela, kiedy to wieczorną porą zachodzili do obory żeby wydoić krowy. Białe mleko, tłuste masło, zapach lipowego kwiatu i święci na ścianach oświetlani słabym światłem żarówek, to towarzysze moich wakacyjnych przyjazdów, w czasach kiedy wszystko było takie proste. Potem umarł tata, potem babcia, potem umarł dziadek, odprowadzany na cmentarz w siarczysty mróz, przy wtórze syrem strażackich, bo odprowadzali go koledzy, z którymi niejeden pożar kiedyś gasił. Zniknęły kłosy i konie, gęsi przestały same wracać z pastwisk do domów, pojawiły się inwestycje, biznes i marketing, ale kiedy idzie się polną drogą w kierunki "gajówki Sitarza", słychać dalej to samo zawodzenie wiatru, pośród stepu okraszonego krzakami Czeremchy, tak jak wtedy w latach mojej młodości.

Piotr Kak