„GALICJA ZA FRANCISZKA JÓZEFA”
Franciszek Józef rozpoczął panowanie pod złymi auspicjami. Dokończył tłumienia rewolucji w 1848 r. i szybko przywrócił system absolutystyczny. W Galicji najpewniejszą podporą tronu Habsburgów byli urzędnicy i chłopi. Dla tych pierwszych najjaśniejszy pan był wzorem zawodowej pracowitości i sumienności. Podczas spisu ludności cesarz w rubryce zawód wpisał „samodzielny urzędnik”. Z kolei chłopi galicyjscy widzieli w cesarzu władcę dobrotliwego i sprawiedliwego.

Dworzec kolejowy w Jarosławiu przed I wojną światową
Trwałość tych uczuć w stosunku do wyidealizowanego władcy, kontrastuje w zestawieniu z dotkliwą codziennością; biedą, arogancją urzędników i niechęcią ziemiaństwa do jakichkolwiek ustępstw w stosunku do najniższej warstwy społeczeństwa. Szczególnie rok 1846 i zbrodnicza działalność Jakuba Szeli, pogłębiły wzajemne niechęci między chłopstwem a szlachtą. W 15 lat po rabacji galicyjskiej, w okolicach Tarnowa funkcjonowała jeszcze taka ludowa przyśpiewka:

Kościół farny w Leżajsku w czasach Franciszka Józefa
Dana moja dana,
Siekiereczką pana,
Toporzyskiem panią,
Wszystkie dzieci za nią.
W tej sytuacji „cysorz” urastał do rangi osoby współczującej, sprawiedliwej ale niedostępnej. Księża zarówno obrządku rzymskiego, jak i grecko-katolickiego, wychowywali chłopów w duchu lojalizmu i poszanowania wszelkiej władzy. Mit dobrego cesarza powodował, że chłopi byli przekonani, że zniesienie poddaństwa i pańszczyzny zawdzięczają wyłącznie Franciszkowi Józefowi. Jeśli, któryś z chłopów poczuł się skrzywdzony bądź to przez urzędników, bądź przez szlachcica, mówił, że „pójdzie do cesarza, to tam sprawiedliwość znajdzie”.
Czytaj więcej